Będzie dobrze…

„Będzie dobrze” jak mantra powtarzam od rana w myślach. Umysł karmiony tymi myślami wydaje się być spokojny, nie wariuje. Nie tworzy przerażających scenariuszy jak kiedyś, gdy pod salą operacyjną niemalże mdlałam ze stresu i niepokoju.

Przyzwyczajenie? Rutyna? Na pewno nie, chociaż dwa zabiegi operacyjne robią swoje. Człowiek boi się nieznanego. Znane jest oswojone. Oswojone lepiej znieść. Ba, czasem nawet można polubić.

Piszę te słowa pod salą operacyjną, gdzie od 8.30 operowana jest Lenka. To ostatnia operacja biodra, wyjęcie zespolenia z głowy kości udowej. Są dobre strony – nie będzie gipsu. Najgorszy nie jest moment samej operacji, to chwilowy stres ale okres pooperacyjny. Ból i to niezrozumienie sytuacji w oczach dziecka, dlaczego cierpi. A potem 6 tygodni zamknięcia w gipsie od pasa do stóp. Do tej pory Lenka miała gips dwukrotnie. Pierwszy raz w pozycji „żabki” czyli nogi ugięte w kolanach i rozchylone na boki, a pomiędzy nogami drewniany kij. Drugi raz nogi rozchylone na prosto w kształcie litery A z kijem pomiędzy. Nijak nie da się w tym usiąść, przejechać autem czy wózkiem na spacer. Przenoszenie dziecka w takim gipsie jest niewygodne, nie wiadomo za co złapać, za gips, za kij czy górną część ciała. Kąpiele odbywały się na desce do prasowania. Powinniśmy to opatentować swoją drogą! Ustawia się deskę poprzecznie do wanny, dolna część ciała w gipsie leży na desce a górną część trzyma w powietrzu jedna osoba a druga myje włosy i górną część ciała prysznicem.

Pieluchowanie było koszmarem. Dziurka w gipsie jest malutka. Pieluchy trzeba wsuwać pod gips w tą małą dziurkę. Muszą być małe pieluchy i małe paluszki by to zrobić dobrze. I to wyczekiwanie na mokrą pieluchę by ją od razu wymienić na suchą bo mokra szybko przesiąkała mocząc gips. A gips był na 6 tygodni. Pamiętam również swędzenie pod gipsem i te małe wredne okruszki z jedzenia które akurat wpadały nie tam gdzie trzeba. Przy drugim gipsie wdrożyliśmy rozwiązanie z deską do prasowana, przejazdami autem na przednim siedzeniu i spacery wózkiem na leżąco w zimowym śpiworze specjalnie dostosowanym do gipsu. Tym razem gipsu nie będzie! Ale wspomnienia wróciły.

 

9.21. Czas się wlecze, a minuty leniwie przesuwają się na tarczy zegara, jakby od niechcenia.

 

Dlaczego w ogóle Lenka jest operowana?  Otóż urodziła się w wrodzoną dysplazją obydwu stawów biodrowych. W skali 0-4 dostała na jedno biodro 3b a na drugie 4a czyli całkowite zwichnięcie z płaską, niewykształconą panewką biodrową. Więc nawet w przypadku włożenia głowy kości udowej we właściwe miejsce nie było szans na poprawne ustawienie bo panewka nie była wygięta ale płaska.  Dlatego w trzecim tygodniu życia trafiłyśmy do szpitala ortopedycznego w Otwocku. Na wyciąg. Lena leżała z nogami w górze na wyciągu. Dzień i noc. I tak przez dwa miesiące. Przewijanie na wyciągu, karmienie piersią na wyciągu. A na sali jeszcze czworo innych dzieci z rodzicami.

To taki strategiczny moment po porodzie, kiedy kobieta jeszcze nie czuje się dobrze a dziecko potrzebuje ciszy, dużo snu i spokoju. Kiedy się budzi kilka razy w nocy na karmienie a w dzień odsypia. Kiedy chroni się je przed wszelkimi bakteriami i zarazkami. Kiedy są te cudowne momenty sam na sam w zaciszu domowego ogniska. Lena pierwsze miesiące swego niemowlęcego życia przeleżała w szpitalu. Spędziłyśmy tam pierwszą Wigilię i pierwszego Sylwestra. Nie mogliśmy korzystać z jej nowego łóżeczka, wanienki i wszystkich cudowności. Nikt nie mógł mnie przy niej zmienić (karmienie piersią). Byłyśmy codziennie budzone ok. 6.30 rano na obchód pielęgniarski a o 7.10 na sprzątanie sali i nikogo nie obchodziło, że dziecko i jego mama zasnęło dopiero o 6.00 po nocnym karmieniu. Pamiętam, że nigdy w życiu nie byłam tak zmęczona i niewyspana jak wtedy. Chciało mi się płakać z tego zmęczenia. Pierwsze trzy tygodnie życia Lena spędziła na diagnozie w Centrum Zdrowia Dziecka a ja na materacu na podłodze wraz z  innymi mamami. Oczywiście nie obok dziecka a w innej sali bo zakaz był przebywania z dzieckiem w nocy. Pamiętam bóle po cesarskim cięciu,  spanie na podłodze i nocne krzyki  pielęgniarki co pół godziny: Malinowska do karmienia, Nowak do karmienia. Na jednej podłodze spałyśmy w szesnaście. I każdej dziecko budziło się na karmienie ze dwa razy w nocy. To około trzydzieści pobudek. Jednej nocy. O szóstej musiałyśmy zbierać materace. A potem cały dzień niewyspane na krzesełku przy dziecku. Marzyłam o normalnym łóżku, prysznicu i żeby ten koszmar się skończył.

Kolejne dwa miesiące spędziłyśmy w szpitalu w Otwocku. Do domu wróciłyśmy jak Lena miała trzy miesiące. Wtedy po raz pierwszy po porodzie wykąpałam się w wannie! Lena na tę przyjemność musiała poczekać kolejne półtora miesiąca bo miała gips. Biedne dziecko, dużo przeszła jako niemowlak. Nie piszę tego by się specjalnie nad sobą rozczulać czy szukać współczucia. Nie o to chodzi. Nikomu tego po prostu nie życzę i mam cichą nadzieję na zmiany w szpitalach. To nie był łatwy okres, wspominam go jako koszmar ale już w czasie przeszłym.

Wspomnienia wróciły. Na szczęście nasza przygoda z biodrami właśnie się kończy. Na wyciągu po porodzie naprawiono jej tylko jedno biodro. Drugie musiało być operowane, jak Lena miała trzy lata. Wówczas różnica w długości nóg była ok. 4 cm. Nie było nawet szans, by stanęła równocześnie na dwie nogi. Za chwilę Lenusia będzie miała 5 lat. Zaczyna chodzić. Ma problemy z błędnikiem więc chodzi jak „pijany zając”. Ma problemy z napięciem mięśniowym więc czasem nogi są bardzo słabe. Nie umie dobrze zgiąć kolan przy siadzie więc też nie umie wyjść z pozycji stojącej i się przewraca. Ale kroczy, już nawet nie musimy trzymać jej za dwie ręce ale za jedną. Coraz lepiej łapie równowagę. I chce! A to najważniejsze, bo jest motywacja.

Otwock. Szpital. Nie kojarzy mi się dobrze, jak to szpital. Ale mieliśmy szczęście co do lekarzy ortopedów. Lenka od razu wpadła w ręce mistrza prof. Czubaka. Człowiek geniusz, który uzdrawia dzieci z całego kraju, przypadki beznadziejne. Tam gdzie inni się poddali on czyni cuda. Słyszałam opowieści, widziałam na własne oczy stopy które urosły „na odwrót” czyli palcami do tyłu i on takie rzeczy wyprowadza. A przy tym człowiek, którego nie sposób zapomnieć. Taki z podejściem do ludzi, z uśmiechem na twarzy i wyciągniętą dłonią. Do każdego. Chociaż piekielnie zajęty i niechwytny. Ale jak ci dawał te 60 sekund swojego życia to w całości. Potem po wyciągu i pierwszej operacji biodra przeszliśmy pod opiekę dr Pietrzaka. Genialny człowiek. Świetny specjalista, na pewno z większym dystansem. Pełen profesjonalizm. Obecnie jest ordynatorem oddziału w Otwocku.

Lubię chodzić tymi zakręconymi korytarzami tutaj. Lubię oglądać zdjęcia na ścianach z podziękowaniami. Jak wracamy z Lenką na oddział to rozpoznają mnie panie sprzątające. I od razu przychodzą: Pani znowu tutaj? O schudła Pani 🙂  A jak nasz Aniołek? Ojej, to już pannica. Nie poznałam. Bardzo to sympatyczne.

 

9.50. Jest. Operacja zakończona. Lenusia płacze na pół jawie. Sala pooperacyjna, pierwszy środek przeciwbólowy po narkozie. Na pierwszy uśmiech trzeba będzie poczekać kilka dni.

 

Dostaję smsy od rodziny i przyjaciół….. „trzymamy kciuki, będzie dobrze”

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Close